jestem ja. bez Ciebie. ale to nic…
to już zawsze będzie takie nic.
niewątpliwie mogę stwierdzić że to było najgorsze 365 dni mojego życia…najgorsze, a jednocześnie najpiękniejsze..odkryłam w sobie tyle nowych uczuć, emocji..uświadomiłam sobie jaka ciężka jest miłość…jak to jest kochać kogoś tak na prawdę..ile jest się w stanie zrobić dla drugiej osoby…ile można wypłakać łez…ile szczęścia może dać przypadkowe spotkanie i uśmiech drugiej osoby..jak to jest czuć czyjś ból…przeżywać każdy Twój smutek i pragnąć szczęścia drugiej osoby bardziej niz swojego…jak to jest tak bardzo kogoś pragnąć…idealizować. mogłabym tak wymieniać do jutra, ale nie w tym rzecz. rzecz w tym że mimo wszystko i tak na zawsze pozostaniesz tym jedynym, niespełnionym marzeniem, tym ideałem wybiegającym poza moje możliwości, tą niezaspokojoną ciekawością, nierozwiązaną zagadką… i nawet jak już ułożymy sobie życie…jak nasze drogi się rozejdą..jak będziemy mieli swoje domy, swoje dzieci..to i tak będę szukać Twoich oczu w tłumie ludzi, Twojego zapachu w autobusie, Twojego samochodu na ulicy, Twojego głosu siedząc w parku…już nigdy się od tego nie uwolnię, dlatego nie pozostaje mi nic innego jak pogodzić się z tym że jedynym, jakiegokolwiek będę mogła mieć będzie ten co się może kiedyś tam urodzi.
tylko tak na koniec bezwstydnie,bezgranicznie, bezczelnie, bezczasowo, bezładnie, bezapelacyjnie,bezbłędnie, bezboleśnie, bezbożnie, bezcelowo, bezmyślnie,bezkompromisowo, bezkonfliktowo, bezkonkurencyjnie, bez słowa zatopić się w tych ramionach.
słowa mi się dzisiaj strasznie nie kleją…
0 komentarze:
Prześlij komentarz